środa, 20 września 2017

Risotto z rydzami



Zrobiło się jesiennie. W tym roku jakoś wcześnie. Zrobiło się za to bardzo grzybowo. Lasy i bory, a co za tym idzie targowiska i bazary toną w kurkach, podgrzybkach i dawno niewidzianych rydzach! I to jest dobra informacja! Bo grzyby to bardzo sezonowy towar i trzeba go wykorzystać do cna, jak się da. Czyli jesienią. Czyli w postaci zup, sosów, tart kurkowych, gołąbków... Oczywiście można wysuszyć, zamarynować i cieszyć się nimi zimą, ale to już nie to samo co jajecznica ze świeżutkimi grzybami pachnącymi mchem i paprocią ;-) I w tym miejscu mam dla Was propozycję nieoczywistą, bo risotto z rydzami. Nieoczywistość tej potrawy polega na powszechnie znanym zupełnie innym przeznaczeniu rydzów. Bo jak mawiały nasze babki i prababki rydze się albo smaży na maśle, albo marynuje. Rydze w przeciwieństwie do innych grzybów leśnych nie mają tej kleistości po przesmażeniu, którą posiadają podgrzybki, maślaki czy borowiki. I pierwsza myśl jest taka, że nie nadają się do risotta. Ale ja Wam powiem, że zrobiłam, zjadłam i było arcypyszne!

Co potrzeba - na 3-4osoby:
40dkg rydzów
30dkg ryżu do risotto
50g masła
1 cebula
100ml białego wytrawnego wina
około 300ml bulionu (dowolny- warzywny, drobiowy, wołowy)
50g startego parmezanu
sól, pieprz do smaku

Wykonanie:
Rydze czyścimy, kroimy na mniejsze kawałki i podsmażamy na maśle około 15-20 minut, do miękkości. Rydze będą jędrne i sprężyste ale nie surowe. Na drugiej patelni szklimy pokrojoną w drobną kostkę cebulę i następnie dodajemy ryż, który też smażymy do momentu aż będzie przezroczysty (nie zawsze się to udaje, nie przejmujcie się, 10-15 minut przesmażania ryżu wystarczy). Następnie dodajemy 1/3 wina i 1/3 bulionu i odparowujemy potrawę, cały czas mieszając. Czynność powtarzamy trzykrotnie. Cała "procedura" trwa ok 30-40 minut. Razem z ostatnim dodaniem płynów dodajemy grzyby. Solimy i dodajemy pieprz do smaku. Na koniec- ryż powinien być ugotowany al dente (na zewnątrz ziarenka miękki, w śrotku trochę chrupiący) - do risotto wrzucamy 2 łyżki masła i parmezan. Mieszamy energicznie i podajemy od razu z natką pietruszki i najlepiej z kieliszkiem białego dobrze schłodzonego wina - może być to, którego używaliśmy do gotowania.

Smacznego!

Agata 







czwartek, 24 sierpnia 2017

Łatwiutkie quesadillas


Też macie czasem ochotę na nie-kanapki na kolację? Ale żeby było coś łatwego i smacznego, najlepiej wykonanego tak szybkoo jak rzeczone kanapki :-)

Jeśli nachodzi Was taka chętka to prezentujemy "quesadillas po polsku"

Co potrzeba

1 opakowanie tortilli pszennych- 4-5 sztuk
2 opakowania mozarelli
20 dkg sera żółtego
po 2-3 plasterki dowolnej wędliny na jednego placka tortilli (opcjonalnie)
3 pomidory
2 małe ceule
ogórek zielony
sałata - dowolna, może być rukola
5 łyżek keczupu 
5 łyżek majonezu
3 łyżki oliwy/oleju


Wykonanie

Na połowie tortilli kładziemy pokrojoną w cienkie plastry mozarellę, kilka plasterków, ewentualnie wędlinę i posypujemy strartym żółtym serem. 
Kolejną tortillę przygotowujemy w ten sam sposób.
Rozgrzewamy patelnię posmarowaną odrobiną oliwy. Tortille składamy na pół. Dwie połówki kładziemy jednocześnie na patelni do przyrumienienia. Przerzucamy na drugą stronę i podpiekamy (trzeba uważać, bo placki mają tendencję do przypalania się). Zdejmujemy z patelni i rozkładamy tortille. Ser będzie się ciągnął. Stronę na której jest mniej sera smarujemy sosem keczupowo-majonezowym (wcześniej mieszając obydwa składniki). Na drugiej połówce układamy pokrojone w plastry warzywa i sałatę, trochę solimy. Zamykamy tortillę. Kroimy na trójkąty jak na zdjęciu.

To pyszne danie powstaje naprawdę w kilka minut.
Uwielbiają je dzieci i dorośli.

Spróbujcie poeksperymentować z innymi składnikami w środku. Awokado, papryka, łosoś, rzodkiewki... na pewno też będą pysznie smakować. Zamiast wędliny można włożyć do środka pastę z czarnej fasoli.

Smacznego!
Agata






wtorek, 7 lutego 2017

Chaczapuri gruzińskie w kosmatym wydaniu


Gruzińska supra chodziła za nami już bardzo długo, bo od pięknych gruzińskich wakacji minęło już ponad pół roku... Kilka razy były podchody do chaczapuri, i w końcu jest! Udoskonalony, doprawiony kosmatym twistem, pyszny przepis na chaczapuri, czyli popularny w całej Gruzji placek wypełniony serem. W oryginale wypełnia się go serem sulguni, ale takiego w Polsze niet, zatem poradziłyśmy sobie inaczej, "po polsku". To na zdjęciu to właśnie chaczapuri, a raczej jego resztki, które udało się sfotografować zanim zupełnie zniknęło z talerza, także drodzy "kosmaci" wybaczcie (uruchomcie swoją wyobraźnię i zwizualizujcie placek przed zniknięciem ;-) )

Co potrzeba na 3 placki chaczapuri:
- na ciasto
300 ml kefiru albo jogurtu
100 ml ciepłej wody
500 g mąki pszennej
20 dkg drożdży świeżych
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
2 łyżki oliwy

- na nadzienie
1 kulka mozarelli (100 g)
100 g żółtego sera twardego (do starcia)
100 g serka typu włoskiego (capri)

trochę masła do posmarowania placków, ciut oliwy/oleju do smażenia

Wykonanie:
Robimy zaczyn na ciasto drożdżowe. Rozkruszamy w misce drożdże, dodajemy ciepłą wodę, kefir- przynajmniej w temperaturze pokojowej (chociaż można trochę ogrzać), cukier i 4-5 czubatych łyżek mąki. Wszystko dokładnie mieszamy i odstawiamy na 30 min w ciepłe miejsce. Zaczyn powinien urosnąć przynajmniej dwukrotnie. Następnie dodajemy resztę mąki, sól, oliwę i dokładnie wyrabiamy ciasto. Wyrobione ciasto powinno być średniogęste, ale nie kleić się do rąk. Miskę z ciastem odstawiamy ponownie w ciepłe miejsce na godzinę.
Sery ścieramy na tarce i mieszamy. Czekając aż ciasto urośnie możemy odpocząć oglądając zdjęcia z Gruzji lub słuchając gruzińskich pieśni polifonicznych :-)
Jeżeli ciasto podwoiło co najmniej, a najlepiej potroiło swoją objętość, znaczy że możemy przystąpić do działania. 
Teraz ciasto będzie się kleiło do rąk- tak ma być. Zatem omączając wprzódy ręcę dzielimy ciasto na trzy równe części. Formujemy z nich najpierw kulki, a później placki (można użyć wałka). Na środek placka kładziemy sery - najlepiej wcześniej też zrobić z nich kulkę. Następnie zakładamy brzegi placka do środka tak aby zakryć całe nadzienie serowe. Robimy to na zakładkę- pakujemy ser, tak by nie było go widać. Zapakowane placki rozwałkowujemy jak najcieniej - ostrożnie uważając by nadzienie nie zaczęło wychodzić z żadnej strony. Placek smażymy 8 min z każdej strony po 8 minut na suchej lub posmarowanej cieniutką warstwą oleju patelni. Gorący placek smarujemy z obydwu stron masłem. I już :-) To naprawdę jest proste. Taki rodzaj chaczapuri jest najpopularniejszy w Gruzji. Czasem możecie też spotkać adżarskie chaczapuri, jak niżej, ale zrobienie go to już wyższa szkoła jazdy ;-)



Smacznego!
Agata 


czwartek, 19 stycznia 2017

Absolutny przebój zimowych herbat!- owoce cytrusowe w zalewie


Kto by pomyślał, że przebojem zimowego sezonu 2016/2017 stanie się dodatek do herbaty??! W kosmatej kuchni popełniono już ze 30 słoików tego dobra, częściowo sprezentowano, ale resztę poddano codziennej konsumpcji, wydano kilkanaście przepisów "naprędce", zatem przyszedł czas na zapisanie na kartach internetu recepty na owoce cytrusowe w zalewie do herbaty. Ten aromatyczny dodatek można zrobić na zapas i wyciągać jak tylko przyjdzie Wam ochota na herbaciany zimowy twist :-)

Co potrzeba (na 4 słoiki 400 ml)
2 pomarańcze
4 cytryny
1 limonka (niekoniecznie, można zastąpić cytryną)
spory kawałek imbiru
4 laski cynamonu
kilkanaście goździków (ja lubię dużo)
kilka ziaren kardamonu (opcjonalnie)
kilka gwiazdek anyżu (tez niekoniecznie)
2 szklanki cukru
1,5 szklanki wody
łyżeczka przyprawy do piernika

Wykonanie
Owoce myjemy dokładnie, sparzamy i kroimy. Cytrynę na ćwierćplasterki, pomarańczę w plastry, a później na 8 części. Imbir w plasterki lub słupki o długości 2 cm. W garnku zagotowujemy zalewę cukrową z dodatkiem przyprawy piernikowej. 
Do słoików na dno wsypujemy po kilka goździków, ziarenek kardamonu, anyż. Następnie warstwami układamy pomarańczowe, cytrynowe i imbirowe plasterki. Z boku słoika umieszczamy laskę cynamonu. Wypełniony owocami słoik zalewamy roztworem cukrowym i szczelnie zakręcamy. 

I jeszcze etap pasteryzacji. Konieczny! Pasteryzacja powoduje, ze po otwarciu słoika owoce się nie psują i mogą spokojnie stać na stole (nie w lodówce) przez kilka ładnych dni i dosmaczać nam herbatkę.
Ja po prostu umieszczam słoiki w nagrzanym do 120 stopni piekarniku, trzymam je tam 30 minut i wyjmuję jak ostygną. 

Później już możemy tylko cieszyć się dodanym do herbaty korzenno-cytrynowym aromatem lub rozdawać słoiki w prezencie najbliższym :-) 

Smacznego!
Agata