środa, 24 sierpnia 2016

Jaglanka z karmelizowaną gruszką i płatkami migdałów


Dzisiaj o śniadaniu.
Dla mnie najważniejszym posiłku dnia. Nie wyobrażam sobie zacząć dnia bez zjedzenia śniadania. Wolę i wybieram śniadania na słono, ale ze względu na męża biegacza czasem się łamię i zjadam przygotowane dla niego energetyczne owsianki. Wiele razy czytałam też o śniadaniach przyrządzanych na bazie kaszy jaglanej (nie płatków, a kaszy właśnie), no a skoro inni mówią, że to takie pyszne... ;-) Zrobiłam, zjadłam i przyznaję, że będę robiła częściej. Fajne jest też to, że można przygotować "bazę", która w zakręconym słoiczku w lodówce zaczeka na ochotę do skonsumowania jej nawet 2 dni.

Co potrzeba:
do przygotowania "bazy"- na 2 os.
1,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej (trochę posolonej)
1,5 szklanki mleka (ja użyłam kokosowego, ale może być dowolne, pamiętajcie tylko o tym, że jak robicie z mleka krowiego baza nie może stać w lodówce dłużej niż 1 dzień)
6 suszonych daktyli bez pestek

oraz dodatki
1 gruszka
garść płatków migdałów
łyżka miodu, łyżeczka soku z cytryny


Wykonanie:
Kaszę z daktylami i ciepłym mlekiem blendujemy na papkę (dość gęstą)- tak powstaje nasza baza, którą można przygotować wieczorem, przełożyć do słoika, schować do lodówki i wyjąć na śniadanie.
Prażymy płatki migdałów na patelni (też można to zrobić dzień wcześniej). W garnuszku rozgrzewamy miód z sokiem z cytryny (tak, nie powinno się ogrzewać miodu, bo traci swoje właściwości, ale taki mały grzeszek przy całej zdrowotności jaglanki nie zaszkodzi). Do płynnego miodu dodajemy kawałki obranej ze skóry gruszki i karmelizujemy 3-5 minut.
Bazę wykładamy na talerze (podgrzewamy jeśli jest z lodówki), dodajemy gruszki i posypujemy płatkami migdałów.



Do jaglanej bazy można dodawać wszystko- świeże owoce, powidła, orzechy, czekoladę...
Wymówka "nie mam czasu na przygotowanie śniadania" się skończyła!
:-)


Agata


czwartek, 18 sierpnia 2016

Tort Pavlovej

Z wikipedii: Nazwa pochodzi od nazwiska rosyjskiej primabaleriny Anny Pawłowej – tradycja głosi, że pierwszy raz został przygotowany podczas pobytu tancerki w Perth w 1926 lub 1929 roku przez szefa kuchni hotelu Esplanade. Jednak do autorstwa deseru pretendują także Nowozelandczycy, twierdząc, że przyrządzono go w Wellington podczas tournée Pawłowej w 1926 roku
Tort Pavlovej
Składniki:
na bezy-
1 szklanka białek
2 szklanki cukru (nie pudru)
2 łyżeczki octu
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
na krem-
2 opakowania serka mascarpone (małe)
2 opakowania śmietanki 30% (po 200ml)
5 łyżek cukru pudru
owoce- truskawki, maliny, jeżyny, borówki…
Wykonanie:
 
Białka ubijamy z cukrem na sztywną pianę najlepiej nad parą, ale bez
pary też się uda, tylko potrwa to trochę dłużej- nawet 15-20 minut. Pod koniec ubijania dodajemy ocet i mąkę ziemniaczaną, które dokładnie
należy wmieszać w pianę. Powstała piana powinna mieć gładką, lśniącą konsystencję, bardzo sztywną, nie powinna wypadać z miski odwróconej do góry dnem. 
Na papierze do pieczenia położonym na blasze, którą wkładamy do piekarnika rysujemy okrąg wielkości dużego talerza (należy odrysować okrąg) i nakładamy masę. Powinna mieć wysokość ok 1,5-2cm. Z podanej ilości powstaną dwa bezowe placki.
Pieczenie: bardzo ważne, żeby trzymać się ściśle wg wskazówek- do rozgrzanego do 160 stopni piekarnika wkładamy na 5 minut bezy (mogą być dwie od razu) a po upływie tego czasu pieczemy/suszymy jeszcze 1,5h przy lekko uchylonym piekarniku w temperaturze 120 stopni. Później wyłączamy piekarnik i zostawiamy w nim bezy do  ostygnięcia. Nie wyjmujemy dopóki nie ostygną, w ten sposób unikniemy bądź zminimalizujemy popękanie.
Zabieramy się za krem. Najpierw za pomocą miksera napowietrzamy serek mascarpone, a następnie stopniowo wlewamy śmietankę. Pod koniec dodajemy cukier puder. 
Masą kremową smarujemy pierwszą warstwę bezową, układamy trochę owoców, przykrywamy drugą bezą i smarujemy ją pozostałym kremem (u mnie to proporcje 2/3 kremu na pierwszą bezę i reszta na drugą. Wierzch tortu dekorujemy owocami. Wkładamy do lodówki na 3-4 godziny, a później patrzymy jak znika :-)
 
Powodzenia!
Agata

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Domowe burgery


Komu komu domowego burgera? Zdrowego, pysznego i bez konserwantów? Prawdziwego, nie plastikowego? Nabraliście ochoty??? Kotlet z mięsa wołowego posiekanego własnoręcznie i  kupionego w zaprzyjaźnionym sklepiku. Z warzywami od rolnika z targu, w bułce z pobliskiej piekarni. Wiem, że to trudniejsze niż podjechanie do okienka w restauracji na M, zamówienie hamburgera i odebranie w kolejnym okienku. Ale warto! Waartooooo!!!

Co potrzeba (na 6 burgerów):
1 kg mięsa wołowego (nie może być chude, najlepszy jest antrykot, mięso ma mieć trochę tłuszczu, w innym wypadku burgery wyjdą suche, wiórowate i niesmaczne)
3 małe cebulki szalotki
2 pomidory
3 ogórki kiszone!
kilkanaście listków sałaty
sos: 3 łyżki majonezu, 3 łyżki keczupu, 2 łyżeczki musztardy, odrobina ostrej papryki w proszku
przyprawy do mięsa: 3 łyżki musztardy ostrej, sól, pieprz, 2 łyżeczki rozmarynu suszonego (lub 2-3 łyżki posiekanego świeżego rozmarynu), 3 łyżeczki sosu worcestershire, ząbek czosnku
6 bułek (nie muszą być koniecznie "hamburgerowe"- ja ich nie lubię, bo są słodkie)
oliwa, 2 łyżeczki octu, łyżeczka miodu (lub cukru)

Wykonanie:
Mięso siekamy (nie mielimy!)- można oczywiście użyć robota kuchennego, nie trzeba siekać nożem. Posiekane dosyć drobno mięso doprawiamy przyprawami j/w. Solimy do smaku. Ważne jest by do mięsa dodać 50 ml zimnej wody. Bardzo dokładnie wyrabiamy mięso na jednolitą masę. Formujemy kotlety. Kotlet nie może być zbyt gruby. Powinien mieć grubość ok 1-1,5 cm a wielkość bułki.
Cebulki kroimy w grube piórka i smażymy na oliwie razem z octem, miodem i odrobiną soli. Czekamy aż się skarmelizuje.
Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Kotlety układamy na posmarowanej oliwą kratce do pieczenia (nie układajcie ich bezpośrednio na blasze, bo się nie zgrillują a upieką), kratkę kładziemy na blaszce i włączamy opcję grill (lub pieczenie "z góry"). Wsuwamy do piekarnika na 5 minut. Po 5 minutach odwracamy kotlety na drugą stronę i grillujemy kolejne 5-7 minut. W tym czasie na drugiej blaszce układamy rozkrojone bułki i tez wkładamy do piekarnika na 5 minut.
Wyjmujemy bułki, smarujemy sosem, układamy liście sałaty, a później kolejno pomidory w plastrach, mięso, skarmelizowaną cebulkę, ogórki też w plastrach i na wierzch druga połowa bułki posmarowana sosem. Przytrzymujemy konstrukcję patyczkiem szaszłykowym i zjadamy w ulubionym towarzystwie!

Smacznego!
Agata



środa, 2 marca 2016

Domowy budyń sezamowo- czekoladowy





Budyń to taki pocieszyciel. Na niepogodę, na smutki. Kiedy się chce łakocia, a nie ma ochoty na produkowanie czegoś bardziej skomplikowanego. Najłatwiej jest sięgnąć po budyń z torebki, lecz na ten namawiać Was nie będziemy. Kiedyś był budyń jaglany, a dzisiaj ryżowo-sezamowy budyń czekoladowy! Oczywiście łatwy, szybki i pyszny!

Czegóż potrzeba:
1/2 l mleka (ja użyłam migdałowego, ale można krowie)
3 łyżki sezamu
2/3 szklanki ugotowanego ryżu lub 6 łyżek płatków ryżowych
odrobina soli
6 kostek gorzkiej czekolady

plus ulubione owoce np. jabłko, gruszka, 3 śliwki albo kilka łyżek konfitury do dekoracji

Wykonanie:
Mleko zagotowujemy z solą i czekoladą. Sezam prażymy na suchej patelni. Do gotującego się mleka dodajemy ryż lub płatki ryżowe oraz uprażony sezam i gotujemy 3 min. Następnie blendujemy wszystko i rozlewamy do salaterek. Podajemy z konfiturą lub skarmelizowanymi owocami. Zwróćcie uwagę, że w budyniu nie ma cukru jako takiego, tylko ten z czekolady. Nie martwcie się, deser podany z konfiturą lub skarmelizowanymi owocami jest wystarczająco słodki nawet w ponure marcowe dni :-)

Smacznego!

Agata 



wtorek, 9 lutego 2016

Pizza? Zawsze!

Każdy pewnie ma inną odpowiedź na to pytanie.W Kosmatej Kuchni często przygotowujemy włoskie potrawy, bo są szybkie, łatwe, pyszne i sycą i sportowców i nastolatków, którzy „wciągają” wszystko jak odkurzacz ;-) Do niedawna w naszej kuchni królowały włoskie pasty, ale po namowach rzeczonego nastolatka zabrałyśmy się za pizzę. Przepis na pizzę był już testowany wielokrotnie i danie zawsze się udawało. Także nie bez obaw- da się zrobić prawdziwą pizzę w warunkach domowych! A największym uznaniem są słowa dziecka, który po wizycie w pizzerii stwierdza, że „mama i ciocia robią lepszą”;-)



Co potrzeba? - wychodzą dwie duże pizze, którymi najedzą się trzy osoby:

2 szklanki mąki
3/4 szklanki ciepłej wody
2 łyżki oliwy z oliwek
1,5 łyżeczki soli
1 łyżeczka cukru
1 paczka (7g) suszonych drożdży
Składniki mieszamy razem i wyrabiamy ciasto (ok 10 minut). Ciasto powinno mieć zwartą i miękką konsystencję. Jeżeli jest zbyt luźne dodajemy trochę mąki. Ciasto wkładamy do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 1 godzinę (ciasto powinno podwoić objętość)
W czasie, gdy ciasto wyrasta zabieramy się za sos.




Składniki na sos:
1 puszka pomidorów bez skórki (lub 3 pomidory świeże, obrane ze skórki, pokrojone w kostkę, odcedzone na sitku)
zioła suszone, po szczypcie:
bazylii,
oregano,
cząbru,
tymianku
oraz 2 ząbki czosnku wyciśniętego przez praskę, 
szczypta soli, 
pół łyżeczki cukru
pieprz
Miksujemy pomidory, dodajemy pozostałe składniki.
Pozostałe składniki na pizzę:
mozarella starta- 200g- i jest to jedyny składnik obowiązkowy:-)
a reszta zależy już od naszej fantazji!
My najczęściej dodajemy:
salami w plastrach (jest lepsza od szynki, bo bardziej aromatyczna i wyrazista) – 100g
cebula pokrojona w piórka – 2 szt.
papryka czerwona pokrojona na paski – 1 szt.
oliwki zielone lub czarne – kilkanaście
mozarella- kulka, pokrojona na plasterki
Kiedy ciasto podwoi swoją objętość, dzielimy je na pół, formujemy kule i rozwałkowujemy na cienkie placki. Wiemy, wiemy, że wałkowanie pizzy jest niedopuszczalne, zakazane wręcz u Włochów. Ale umówmy się- jest to nasza domowa, polska pizza, więc nie bądźmy tacy radykalni i chwyćmy za ten wałek. Cienki, rozwałkowany placek przekładamy na papier do pieczenia, a ten z kolei już umiejscawiamy na blasze do pieczenia (to ważne w tym momencie, bo później, gdy składniki wylądują na pizzy, nie damy rady przenieść jej na blachę). W tym momencie możemy już zacząć rozgrzewać piekarnik, tak aby osiągnął temperaturę 250 stopni (z termoobiegiem). Następnie smarujemy pizzę sosem pomidorowym, zostawiając puste brzegi i posypujemy startą mozarellą. A teraz to już hulaj dusza, piekła nie ma! Kładziemy na placek to na co akurat mamy ochotę. Jednakże ważny jest umiar. Wszak to nie składniki pizzy, ale samo ciasto jest królem tej potrawy. Nie pakujmy zbyt dużo dobroci na pizze, choćby z tej przyczyny, że będą się one wylewać i wysypywać z ciasta podczas konsumpcji;-) Jeszcze a’propos ciasta. Jeśli jednak wykorzystamy wszyściutkie składniki „zewnętrzne” naszego placka i nie zostanie nam już ani jeden kawałek kiełbaski, ani plasterek cebulki, ani jedna oliwka, to nie płaczemy! Do ciasta wsypujemy czarnuszkę, rozwałkowujemy i po upieczeniu powstanie nam pyszne pieczywko mające zastosowania przeróżne, 
No, ale do sedna, znaczy się do pizzy. Przygotowaną jak wyżej pizzę (która już znajduje się na papierze i na blasze do pieczenia) wsuwamy do piekarnika rozgrzanego do 250 stopni na 12-15 minut (trzeba podglądać). Wyjmujemy, gdy ciasto jest upieczone na brzegach, ser rozpuszczony, a składniki zrumienione. Posypujemy rukolą, bazylią, zamykamy oczy i przy pierwszym kęsie czujemy lekki wiaterek znad jeziora Garda albo zapach gorącego piasku z plaży w Rimini :-)


Buon appetito!
Agata i Marta

poniedziałek, 1 lutego 2016

Makaron, łosoś, brokuł.




Dzień dobry w Nowym Roku! Długo nas nie było, ale wracamy! Postanawiamy w Nowym Roku gotować jeszcze pyszniej, jeszcze bardziej kolorowo i jeszcze bardziej zdrowo. Ale przede wszystkim nie marnować jedzenia oraz CIESZYĆ SIĘ GOTOWANIEM. Uwierzcie nam- wystarczą trzy składniki, przyjaciel obok i dobry humor, a wyczarujecie miliony smacznych posiłków. I tego Wam życzymy w 2016 roku! I przedstawiamy szybką obiadokolację dla makaroniarzy, biegaczy i jaroszy:

Co potrzeba (składniki na danie dla 4-5 osób):

100 g łososia wędzonego
100-150 g łososia świeżego (filet lub dzwonka)
2 szalotki
2 ząbki czosnku
1 nieduży brokuł
1/2 szklanki śmietanki 30%
2 żółtka
3 łyżki startego parmezanu
garść pomidorków koktajlowych
400 g makaronu spaghetti
pół łyżeczki pieprzu cytrynowego,
sól
4 łyżki oliwy


Wykonanie:

Makaron gotujemy al dente wg przepisu na opakowaniu. Brokuła gotujemy na parze lub blanszujemy 4-5 minut w osolonym wrzątku (dodanie odrobiny cukru do wody sprawi, że brokuł zachowa piękny zielony kolor).
Jednocześnie na patelni rozgrzewamy oliwę a następnie wrzucamy pokrojoną w grubą kostkę (lub w piórka) cebulę oraz posiekany czosnek. Szklimy na patelni. Obydwa rodzaje łososia kroimy w nieduże kawałki i dodajemy do cebuli i czosnku. Chwilę razem smażymy, doprawiamy solą i pieprzem cytrynowym. Zostawiamy na bardzo małym ogniu. W kubeczku mieszamy śmietankę, żółtka oraz parmezan, tak by składniki się połączyły. W międzyczasie powinien ugotować się już makaron oraz brokuł. Makaron odcedzamy, wkładamy z powrotem do garnka, i gorące spaghetti mieszamy z sosem śmietanowo-żółtkowo-parmezanowym, a na koniec dodajemy łososia z patelni. Wszystko delikatnie mieszamy, wykładamy do naczynia, na wierzch kładziemy ugotowanego brokuła, dekorujemy przekrojonymi na pół pomidorkami. Można posypać natką pietruszki. Podajemy z białym winem.

Smacznego!

Agata i Marta






środa, 25 listopada 2015

Przekładany piernik przedświąteczny


Kto powiedział, że piernik można piec tylko w święta? ;-) Ja upiekłam dziś, w listopadowy krótki dzień, żeby cieszyć się nim podczas listopadowego długiego wieczoru. Upiekłam po raz drugi, więc przepis jest sprawdzony, ciacho na pewno Wam wyjdzie. Nie jest to może deser typu "raz dwa trzy", ale warto poświęcić ciut czasu, bo efekt jest wspaniały i zadowala wszelakie młodsze i starsze podniebienia. Korzenność ciasta miesza się ze delikatnością kremu, kwaskowatością powideł oraz słodyczą czekolady.. Mniammmm.... No i oczywiście może być podawany również jako ciasto świąteczne. Wszak to piernik!